Witaj! Szczęść Boże!

Blog ten powstał po to, byśmy wzrastali w wierze zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego: U wszystkich ochrzczonych, dzieci i dorosłych, po chrzcie wiara powinna wzrastać. (...)Przygotowanie do chrztu stawia człowieka jedynie na progu nowego życia. KKK 1254

Guglielmo Marconi – noblista i wynalazca radia

Guglielmo Marconi podczas pracy.
Guglielmo Marconi (1874-1937), włoski elektrotechnik i wynalazca. W latach 1895-1897 skonstruował radio, wynalazł antenę. Rozpoczął nawiązywanie łączności radiowej (1899 – przez kanał La Manche, 1901 – przez Ocean Atlantycki). Uhonorowany w 1909 (wraz z K.F. Braunem) Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki.


Z księżną Elettrą Marconi – córką wynalazcy radia – rozmawia Włodzimierz Rędzioch.

Włodzimierz Rędzioch: – Kim był Guglielmo Marconi?

Księżna Elettra Marconi: – Mój ojciec znany jest przede wszystkim jako wynalazca radia. Podróżował po całym świecie, by zakładać stacje radiowe (wystarczy powiedzieć, że aż 87 razy „przekroczył” Atlantyk!).

- Za swoje odkrycia otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki w 1909 r…

- Tak. Dla mnie osobiście natomiast był czułym i inteligentnym ojcem, który wyjaśniał mi to wszystko, co robił. Traktował mnie jak osobę dorosłą i chciał, bym zadawała mu pytania. Dlatego jego śmierć, gdy byłam jeszcze dzieckiem, była wielkim ciosem nie tylko dla mojej matki (moi rodzice byli w sobie bardzo zakochani), lecz i dla mnie.

- Jak to się stało, że ojciec Księżnej wybudował radiostację dla Watykanu?

- Moja matka pochodziła z arystokratycznego rodu Bezzi Scali, który był bardzo związany z Watykanem i papieżami. Mój dziadek Franciszek był oficerem papieskiej Gwardii Szlacheckiej i poślubił markizę Annę Sacchetti, córkę głównego kwatermistrza (foriere maggiore) Watykanu.

- Jednym słowem, matka pochodziła z „czarnej arystokracji” rzymskiej („nobilta nera”), tzn. arystokracji mającej związki z papieżami. Czy również rodzina ojca miała związki z Watykanem?

- Nie. Mój ojciec został ochrzczony w Kościele katolickim, ale jego matka była irlandzką protestantką. Mojego ojca zawsze fascynowało wszystko co włoskie, a katolicyzm był synonimem włoskości. Gdy poślubił moją matkę, wrócił na łono Kościoła katolickiego. To dzięki mojej matce Guglielmo Marconi poznał kard. Eugeniusza Pacellego, wielkiego przyjaciela rodziny (mój dziadek i młody prał. Pacelli byli członkami watykańskiej delegacji, która udała się do Londynu na koronację króla Jerzego V), oraz papieża Piusa XI. Tak zrodziła się przyjaźń między Piusem XI, który był także człowiekiem nauki, a moim ojcem. Pewnego dnia Papież poprosił go, by zbudował stację radiową dla Watykanu. Ojciec zaakceptował papieską propozycję z entuzjazmem i rozpoczął prace nad radiostacją, którą następnie podarował Papieżowi. Oczywiście, w tym czasie musiał mieszkać w Rzymie i był to najdłuższy pobyt naszej rodziny w Wiecznym Mieście. Chciałabym jeszcze dodać, że przed wybudowaniem radiostacji watykańskiej ojciec zainstalował u Piusa XI pierwszy na świecie przenośny radiotelefon na krótkie fale. Dzięki niemu Papież mógł się bezpiecznie porozumiewać z Watykanem, gdy przebywał na wakacjach w Castel Gandolfo (w owych czasach nie było możliwe „przechwycenie” i podsłuchiwanie tego typu rozmowy).

- Jakie znaczenie dla Guglielma Marconiego miała budowa radia dla Ojca Świętego?

- Mój ojciec był osobą pobożną i darzył wielkim szacunkiem Piusa XI, dlatego też bardzo cieszyła go papieska propozycja. Poza tym zdawał sobie sprawę, jak wielkie znaczenie może mieć radio dla Stolicy Apostolskiej. To dzięki radiu głos Papieża mógł dotrzeć do najdalszych zakątków globu, a jego błogosławieństwo Urbi et Orbi – objąć wszystkie ludy świata. Guglielmo Marconi wybudował już wcześniej wiele stacji radiowych, lecz w budowę radia papieskiego włożył całe swoje serce. Po śmierci ojca moja matka pozostała w ścisłym kontakcie z Radiem Watykańskim; ja również jestem z Radiem związana i często oprowadzam moich zagranicznych przyjaciół po jego studiach.

- Jak wyglądało życie rodzinne Marconich?

- W 1919 r. ojciec kupił duży jacht „Elettra” i cała nasza rodzina mieszkała na nim. Morze było wielką pasją ojca, podobało mu się życie na statku, a poza tym miał tu dobre warunki do prowadzenia badań i robienia eksperymentów. Ja, jako mała dziewczynka, również mieszkałam na jachcie od marca aż do października. Zapamiętałam mojego ojca jako optymistę, człowieka dynamicznego i pełnego entuzjazmu, który przekazywał swą energię ludziom z otoczenia. Guglielmo Marconi był wielką miłością mojej matki. Gdy zmarł, matka była jeszcze młodą i piękną kobietą, lecz nie chciała powtórnie wyjść za mąż i pozostała sama przez następnych 57 lat.

- Gdzie znajduje się teraz Wasz historyczny jacht „Elettra”?

- Po śmierci ojca wybuchła wojna. Podczas bombardowania jedna z bomb uszkodziła dziób statku. Po wojnie statek trzymano w porcie w Trieście. Wraz z matką wielokrotnie zwracałyśmy się do władz włoskich, by naprawiły statek i urządziły na nim muzeum. Niestety, nasze prośby nie zostały spełnione, a jacht pocięto na kilka części i przesłano do miejscowości związanych z działalnością mojego ojca. Dodam, że zarówno Anglicy, jak i Amerykanie zwracali się do władz włoskich o przekazanie im zabytkowgo statku, by uczynić z niego muzeum. Władze odmawiały, ponieważ twierdziły, że chodzi o „przedmiot chwały narodowej”.

- I wolały „przedmiot chwały narodowej” pociąć na części…

- To bardzo smutna sprawa i wspominam ją z wielkim bólem.

- Jaką rolę w życiu ojca Księżnej odgrywała wiara w Boga?

- Guglielmo Marconi głęboko wierzył w Boga. Od najmłodszych lat zwracał się do Najwyższego Bytu – Stwórcy świata, którego siły natury badał dla dobra ludzkości. Dziękował Bogu za wynalazek radia, które uważał za Boski dar. Pamiętam, jak często powtarzał: „Dziękuję Bogu, że z pomocą mojego wynalazku uratował tyle istnień ludzkich”. Ojciec dziękował Bogu za każde swe odkrycie – to było piękne i wzuszające.

- Dziś mówi się często, że nauki nie da się pogodzić z wiarą…

- To nieprawda. Mój ojciec był wielkim naukowcem, a równocześnie człowiekiem głębokiej wiary.

- Jakie jest dziedzictwo Guglielma Marconiego?

- Przede wszystkim wynalazek radia. Marconi wykonał pierwszą aparaturę nadawczą i odbiorczą, a następnie ciągle ją ulepszał. Pierwszy na świecie skonstruował także przenośny radiotelefon oraz zaprojektował radar. Przypominam sobie, że ojciec prowadził doświadczenia z radarem na jachcie „Elettra”: umieścił na statku aparaturę – prototyp radaru, a następnie sterował statkiem z kabiny komendanta, która przykryta była prześcieradłem; dzięki sygnałom z aparatu udawało mu się przepłynąć między dwiema bojami (nazywał to „ślepą nawigacją”). Odnalazłam dokumenty, które mówią, że w 1935 r. rząd brytyjski zakupił od mojego przedsiębiorstwa Marconi 5 stacji radarowych, a w 1937 r. następnych 20. Gdy rozpoczęła się wojna, stolica Wielkiej Brytanii była „chroniona” przez 27 stacji radarowych, tzw. chain home, które odegrały bardzo ważną rolę w bitwie o Londyn.

- Ojciec Księżnej odegrał też pewną rolę w historii słynnego, brytyjskiego transatlantyckiego parowca „Titanic”. Proszę powiedzieć coś na ten temat…

- Na statku „Titanic” zainstalowane było radio Marconiego. To dzięki sygnałom radiowym udało się uratować 700 rozbitków, gdy po zderzeniu z górą lodową statek zatonął. Uratowani pasażerowie byli bardzo wdzięczni ojcu, dlatego pojechał do Nowego Jorku, by się z nimi spotkać. Była to dla niego największa nagroda za jego wielką pracę. Ojciec żałował, że nie udało się uratować wszystkich pasażerów. Trzeba wyjaśnić, że statek „Californian”, który znajdował się najbliżej miejsca katastrofy – pół godziny żeglugi – miał na pokładzie radio, ale obsługujący je marynarz (marynarzy tych nazywano od nazwiska ojca marconi-man) udał się już na spoczynek i nie odebrał sygnału SOS. Sygnał ten natomiast odebrano na rosyjskim statku „Carpazia” (trzy i pół godziny żeglugi od miejsca zatonięcia transatlantyku) i dopiero ten statek odnalazł szalupy rozbitków. Dlatego w czasie procesu, który odbył się po zatonięciu „Titanica”, ojciec walczył o to, by na pokładzie każdego dużego statku było dwóch techników obsługujących całodobowo radio.

- Nazwisko Marconiego związane jest także z telewizją…

- Na początku pewien Amerykanin zaprezentował elektromechaniczny projekt telewizji. Mój ojciec natomiast prowadził badania nad systemem elektronicznym, który okazał się lepszy. Dlatego brytyjska stacja BBC wybrała patent Marconi-Emi. System Marconiego okazał się tak precyzyjny, że posługiwano się nim praktycznie aż do 1968 r., kiedy to został unowocześniony.

- Guglielmo Marconi był nie tylko wielkim naukowcem, ale również dobrym przedsiębiorcą – założył słynną firmę, która nosi jego nazwisko…

- Tak, to prawda. Mój ojciec dokonał pierwszego wynalazku w 1895 r., gdy miał 21 lat. We Włoszech nikt jednak nie brał go na serio. Dlatego zmuszony był opuścić Italię – wraz z matką Irlandką wyjechał do Londynu, gdzie zaprezentował swój wynalazek. W Anglii potraktowano go bardzo poważnie i dlatego już w 1897 r. mógł założyć towarzystwo akcyjne Marconi Wireless Telegraph Company. Ojciec nie tylko dobrze zarządzał swym przedsiębiorstwem, ale potrafił dbać również o reklamę swych wynalazków. Powiem dla przykładu, że w 1898 r. pojechał do Irlandii na regaty w Kingstown i przez dwa dni nadawał przez radio kronikę z regat. W następnym roku zaproszono go więc na słynne amerykańskie regaty American Cup. Zapewniało mu to sławę i było reklamą jego wynalazków.

- Czy firma Marconi jeszcze istnieje?

- Istnieje, a ostatnio połączyła się z firmą szwedzką „Ericson”. Teraz „Ericson” przejął zarząd nad firmą, ale po połączeniu się firm zachowano nazwę, tzn. Ericson-Marconi. Jednym słowem – firma Marconi spod zarządu angielskiego przeszła pod zarząd szwedzki. Niedawno byłam w Sztokholmie, by zaprezentować film dokumentalny o moim ojcu i wygłosić wykład.

Dzień 12 listopada 1931 r. był w Rzymie słoneczny, choć zimny. Guglielmo Marconi wraz z żoną Marią Cristiną przyjechał do Ogrodów Watykańskich około godz. 15.30. Chciał dokonać jeszcze ostatniej kontroli stacji radiowej, którą budował przez ostatnie sześć miesięcy. Powoli wokół budynku gromadził się tłum zaproszonych gości: kardynałowie, papiescy dygnitarze i arystokracja rzymska. Piusa XI przywieziono do Ogrodów samochodem o godz. 16.20. Marconi oprowadził Papieża po pomieszczeniach stacji radiowej, a następnie obaj stanęli przed mikrofonem. Naukowiec zwrócił się do Ojca Świętego ze wzruszającym przemówieniem, po czym Pius XI rozpoczął swe pierwsze orędzie radiowe od słów brzmiących jak biblijne wersety: „Słuchajcie, o Niebiosa, tego, co wam powiem; słuchaj, Ziemio, słów moich ust… Usłyszcie i posłuchajcie, odległe narody” (Udite, o Cieli, quello che sto per dire; ascolti la Terra le parole della mia bocca… Udite ed ascoltate, o popoli lontani). Na zakończenie tego historycznego orędzia, które po raz pierwszy dotarło do ludzi dzięki falom radiowym, Pius XI udzielił wszystkim błogosławieństwa Urbi et Orbi.

http://www.niedziela.pl/artykul/80131/nd/75-lat-temu-Marconi-wybudowal-papieska